TOP
Sprawy rozwiązane

Niewidzialna kobieta

Poniższa sprawa jest jedną z najbardziej tajemniczych, a także najdziwniejszych w historii kryminalistyki światowej i z pewnością trafi (a może już trafiła) do podręczników z tej dziedziny. I słusznie – historia Petry P. z pewnością na to zasługuje.

Przystanek autobusowy

Jest rok 1984. Dwudziestoczteroletnia Petra P. studiuje informatykę na politechnice w Brunszwiku (Niemcy). Petra mieszka w akademiku. Jej rodzinny dom znajduje się w Wolfsburgu, leżącym w odległości niespełna czterdziestu kilometrów; dziewczyna jeździ tam niemal co tydzień, spędzając weekendy z rodzicami i młodszym bratem. Jest spokojną i pilną studentką, a w ostatnim czasie zajmuje się głównie pisaniem swojej pracy magisterskiej.

W niedzielę 22 lipca rodzice odprowadzają Petrę na przystanek autobusowy „Rasthof”. Przystanek leży na obrzeżach miasta przy czteropasmowej drodze federalnej prowadzącej do Brunszwiku; w tym właśnie miejscu droga ta przecina leżący wokół las. Z tego przystanku Petra zawsze jeździ na uczelnię, gdy wraca w niedzielę do akademika.

Rodzice i córka, czekając na autobus, rozmawiają o bieżących sprawach. Rozmowa dotyczy planów Petry na najbliższe dni, a między innymi także i pracy magisterskiej, którą dziewczyna właśnie kończy pisać. Praca ma około stu stron, Petrę czeka teraz przepisanie jej na maszynie.

Dziewczyna potwierdza jeszcze, że przyjedzie do domu w najbliższy czwartek, tj. w dniu, w którym jej brat Karsten ma urodziny. Ponieważ rodzice mają w najbliższych dniach wyjechać na dwutygodniowy urlop do Włoch, Petra zamierza się przenieść na ten czas do domu rodzinnego – z jednej strony po to, żeby w ciszy i spokoju skończyć pracę magisterską, a z drugiej, żeby dopilnować młodszego brata.

Wyjazd z akademika

W czwartek, 26 lipca, Petra czyni ostatnie przygotowania przed wyjazdem do Wolfsburga. Prosi kolegę z akademika, by podlewał kwiaty podczas jej około dwutygodniowej nieobecności. Umawia się z nim, że klucz do swojego pokoju pozostawi mu w drzwiach.

Tak też i robi, opuszczając akademik tego popołudnia. Zabiera ze sobą manuskrypt swojej pracy magisterskiej. Potem szuka w sklepie z artykułami biurowymi prezentu dla brata – ma być to specjalna kolorowa taśma do komputera. Ponieważ taśmy o tym symbolu nie ma w asortymencie, Petra wychodzi ze sklepu bez zakupu.

Następnie dziewczyna idzie na umówioną wizytę do dentysty. Wizyta, jak to zostaje później stwierdzone, ma miejsce między godziną 14 a 15; lekarz wyznacza też kolejny termin.

Tu urywa się ostatni ślad – w swoim domu rodzinnym Petra już się nie pojawia. Następnego dnia brat zgłasza jej zaginięcie.

Różne wersje

Policja przyjmuje, że Petra zgodnie ze swoimi planami udała się w drogę do domu, czyli że wsiadła do autobusu jadącego do Wolfsburga i jak zwykle wysiadła na przystanku „Rasthof”. Żeby to sprawdzić, funkcjonariusze przesłuchują zarówno kierowcę autobusu, jak i jeżdżących tą linią pasażerów. Nikt wprawdzie nie potwierdza, że Petra wsiadła do tego autobusu, ale policja wychodzi z założenia, że miało to miejsce.

Przemawiają za tym dwa poważne argumenty: po pierwsze oczywiste jest, że nie udało się przesłuchać wszystkich pasażerów (więc może któryś z tych nie przesłuchanych jednak widział zaginioną), po drugie w ostatnich dniach Petra zachowywała się tak jak zwykle, a przy tym w czwartek, w dniu zaginięcia, pozałatwiała wszystkie sprawy dokładnie tak, jak miała to zaplanowane. Trudno zatem znaleźć jakiekolwiek przesłanki przemawiające za tym, że dziewczyna miałaby w tamten czwartek zmienić zamiary i nie wsiąść do autobusu.

Mijają kolejne dni, a potem tygodnie, po Petrze wciąż nie ma śladu, a śledztwo nie przynosi żadnych wyników. Jest coraz bardziej prawdopodobne, że studentka padła ofiarą przestępstwa.

Znowu przystanek

Policja rozważa różne wersje wydarzeń, ale za najbardziej prawdopodobne uznaje to, że Petra zniknęła w okolicach przystanku autobusowego „Rasthof”, przy drodze do Brunszwiku, i że tam przytrafiło jej się coś złego. Za tą wersją przemawia fakt, że rok wcześniej w okolicach tego przystanku została zgwałcona i zamordowana dziewczyna. Stało się to zresztą niemal dokładnie w tym samym czasie (był 18 lipca 1983). Ówczesna ofiara Kerstin W. miała 14 lat. Mieszkała z rodzicami na obrzeżach Wolfsburga, a tego dnia pojechała na zakupy do centrum miasta na rowerze, właśnie wzdłuż drogi do Brunszwiku. Wiadomo, że tam dotarła, gdyż w samym centrum miasta była widziana przez kilka znajomych jej osób; napadnięta została więc zapewne wtedy, gdy wracała z miasta.

Gdy po jakimś czasie schwytano mordercę Kerstin, ten przyznał się także do zamordowania Petry P. Po sprawdzeniu jego zeznań policja uznała je za niezgodne z prawdą.

Ponieważ nie znaleziono ciała Petry ani też nie natrafiono na żaden ślad wskazujący, że żyje, w 1989 roku została uznana za zmarłą.

Düsseldorf, 31 lat później

Jest 11 września 2015 roku. Jedna z mieszkanek pięciopiętrowego budynku leżącego w samym centrum Düsseldorfu wzywa policję, ponieważ na drzwiach wejściowych do mieszkania swojej sąsiadki odkrywa podejrzane ślady: są to głębokie rysy w drewnie, świadczące najprawdopodobniej o próbie włamania. Policja puka do drzwi mieszkającej tam pani Schneider (takie nazwisko widnieje na tabliczce), jednakże ta 55-letnia kobieta wykazuje zupełny brak zainteresowania wyjaśnieniem sprawy włamania. Ponieważ takie zachowanie wydaje się funkcjonariuszom podejrzane, proszą ją o podanie personaliów i okazanie dokumentów.

Absolutna sensacja

Kobieta informuje ich, że nazwisko Schneider nie jest prawdziwe – naprawdę nazywa się Petra P. i jest zaginioną w 1984 roku studentką z Wolfsburga. Zeznanie to robi wrażenie poczynionego niejako spontanicznie, ale jego treść jest na tyle nieprawdopodobna, że policjantom trudno w tę historię uwierzyć. Kobieta pokazuje wtedy dowód osobisty wystawiony przed laty na nazwisko Petra P. (i oczywiście dawno już nieważny) i twierdzi, że od 31 lat żyje w ukryciu, gdyż nie chce mieć kontaktu z rodziną. Jak należy przypuszczać, kobieta wolała nie zgłaszać włamania (które zresztą rzeczywiście miało miejsce), by dalej móc ukrywać swoją prawdziwą tożsamość.

Gdy po sprawdzeniu okazuje się, że kobieta rzeczywiście jest zaginioną i uznaną za zmarłą Petrą P., zaskoczenie jest ogromne. Ale Petra, pytana o chęć kontaktu z rodziną, składa na policji oficjalne zeznanie, że nie życzy sobie go nawiązywać.

Jak to było możliwe?!

Sensacyjna informacja przedostaje się do mediów i błyskawicznie obiega nie tylko Niemcy, lecz także cały świat. Nic dziwnego, gdyż „odnalezienie” zaginionej przed 31 laty osoby, żywej i zdrowej, jest rzeczywiście fenomenem na skalę światową. Jednym z pytań, jakie się od razu nasuwa, jest to, jak można przez 31 lat funkcjonować w społeczeństwie w całkowitym ukryciu – i to zwłaszcza w dzisiejszym świecie, tak pełnym biurokracji i jednocześnie zdominowanym rozmaitymi systemami elektronicznej identyfikacji tożsamości.

Petra podaje policji wyjaśnienia, które – jak się zdaje – wystarczająco tłumaczą fakt, jak mogła żyć bez ubezpieczenia, dowodu czy też konta w banku: czynsz opłacała gotówką, rachunki za wizyty lekarskie również; telefon komórkowy, który posiadała, był na kartę pre-paidową. Owszem, w miejscu zamieszkania nie była zameldowana zgodnie z przepisami; jeśli o to chodzi, jest to tylko wykroczenie. Żadne z działań Petry, począwszy od jej zniknięcia i ukrywania się przez lata, nie jest przestępstwem. W momencie składania przez nią wyjaśnień nie jest pewne nawet to, czy jej wieloletnia praca na czarno zostanie zakwalifikowana jako oszustwo podatkowe.

Wiadomo jeszcze, że w ciągu tych 31 lat Petra mieszkała w różnych miastach w zachodniej części kraju, natomiast w budynku w Düsseldorfie od lat jedenastu. Nie była nigdy w żadnym związku, nie miała przyjaciół ani znajomych, żyła niemal w całkowitej izolacji.

Rodzina

O tym, że Petra się znalazła, dowiaduje się wkrótce także i jej najbliższa rodzina: 80-letnia matka oraz brat (ojciec zmarł kilka lat wcześniej). Obydwoje – jak podają media – mówią, że „płakali przez cały dzień” po tym, jak dotarła do nich informacja, że Petra żyje.

Czeka ich jednak kolejny wstrząs, gdy zostają poinformowani, że Petra nie chce mieć z nimi kontaktu. Dla matki – jak pisze niemiecka prasa – wiadomość ta jest „niczym kolejna wiadomość o śmierci”. Jeśli chodzi o brata, to odmówił komentarza na temat swojej reakcji na tę informację. Wiadomo jednak, że obydwoje napisali do Petry list, zapewniając ją, że jeśli tylko zmieni zdanie, zostanie przez nich przyjęta z otwartymi ramionami.

Dlaczego???

Pozostaje najważniejsze chyba pytanie: co sprawiło, że 24-letnia dziewczyna postanowiła całkowicie zerwać ze swoim dotychczasowym życiem i najbliższymi jej osobami?

Problem polega jednak na tym, że Petra kategorycznie odmówiła udzielenia na nie odpowiedzi. Policja próbowała ją w jakiś sposób skłonić do wyjaśnień, dlatego też pytano, czy w rodzinie była przemoc lub też czy np. miało miejsce wykorzystywanie seksualne, ale kobieta zdecydowanie zaprzeczyła. Nie zgodziła się też na żadne wywiady ani jakikolwiek kontakt z mediami.

Na temat przyczyn jej zniknięcia przed 31 laty pozostają więc jedynie spekulacje. W każdym razie wiadomo na pewno, że nie było ono wynikiem spontanicznej decyzji: Petra dużo wcześniej wynajęła mieszkanie w Gelsenkirchen (leżącym w odległości ok 350 km od Wolfsburga), a od dłuższego czasu także potajemnie odkładała pieniądze.

Z drugiej strony wiadomo również, że gdy studiowała i mieszkała w akademiku, to regularnie co tydzień jeździła na weekend do domu – a trudno sobie wyobrazić, że ktoś dobrowolnie powraca do przemocowego domu. Nie ma również żadnych przesłanek, żeby przypuszczać, że sama Petra popełniła jakieś przestępstwo, które sprawiło, że zapragnęła ukryć się przed światem.

Ponieważ jest oczywiste, że w rodzinie, która z pozoru funkcjonuje bardzo dobrze, mogą istnieć problemy niewidoczne dla osób z zewnątrz, nie da się tu właściwie niczego wykluczyć. Jedna z niemieckich gazet pisze:

Dawni sąsiedzi w Mörse opisują atmosferę panującą w rodzinie jako pełną chłodu. Z drugiej strony krążą słuchy, że ojciec, Laszlo P., na własny koszt wyczarterował śmigłowiec do poszukiwań córki. Ta ponoć odczuwała silną presję sukcesu ze strony swojego dominującego ojca z wyższym wykształceniem.”*

Trzeba jednak jeszcze raz podkreślić, że są to wyłącznie spekulacje, a odpowiedź na pytanie „Dlaczego?” zna jedynie Petra. Jej historia jest na razie jak obrazek układany z puzzli, w których brakuje zbyt wielu kawałków.

 

* Kölner Stadt-Anzeiger (29.01.2016). Harald Biskup: Beispielloser Kriminalfall. Das unsichtbare Leben der Petra P.

Copyright sprawykryminalne.pl

«

»

5 COMMENTS
  • Alessandra
    10 miesięcy ago

    Nie mogę zrozumieć takiego zachowania. Nawet jeśli dom byl straszny, to wystarczylaby informacja, by jej nie szukac…

    • Gosia
      10 miesięcy ago
      AUTHOR

      Tak, to jest zupełnie niepojęte. Ale nawet zrozumiałabym, że 24-letnia dziewczyna zaciera za sobą ślady – natomiast nie wyobrażam sobie, jaką motywację trzeba mieć, żeby żyć „niewidzialnie” (bez dokumentów itp.) przez KILKADZIESIĄT lat!

  • yiko
    10 miesięcy ago

    Nikt tego nie zrozumie, bo nie przeżył tego co ona…z pewnością jej życie było zagrożone i musiała uciekać, dlatego też nie wypłynęła od niej żadna informacja, że nie chce żadnych kontaktów. Jeżeli ojciec miał pieniądze na wynajęcie śmigłowca z pewnością mógł ją zmusić do powrotu do domu..a co gorsza zrobienia z niej np. chorej psychicznie, nigdy by się nie uwolniła.
    I tyle…

  • Ela
    10 miesięcy ago

    Bardzo ciekawa historia. Na prawde interesujacy musial byc powod ucieczki. Rownie dobrze mogla skonczyc studia i najnormalniej w swiecie wyjechac na drugi koniec kraju zeby zaczac wszystko od nowa. Tak sobie mysle, moze ona siebie nie lubiala i chciala byc kims innym?

  • Paula
    10 miesięcy ago

    Moze rodzina ma jakas straszna tajemnice :> Dziewczyna nie wyda rodziny policji, ale żyć z nimi tez nie potrafi, nie chce, nie moze.? Oni myślą, ze nie zyje wiec jest im minimalnie „latwiej” i przestaja w pewnym momencie szukac. Dziewczyna zyje sobie w ukryciu odizolowana od ludzi? Musiala miec kota albo psa szkoda, ze nie napisali,to dosc istnotne dla postrzegania tej osoby. Jesli zyla odizolowana calkiem od ludzi i zwierzat to najprawdopodobniej zmarnowała sobie kawał zycia i to wszystko nie po to zeby teraz sie z nimi normalnie spotkac, no ludzie. Xd z drugiej strony moze wlasnie bylo jej tak dobrze i nie chciała nic zmieniać. Podejrzewam ze miala jeden mocny powod. 😉

what do you think?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: