Zły znak

Joanna Piela mieszka wraz z rodziną w Zgorzelcu, przy ulicy Idzikowskiego. Zgorzelec to przygraniczne miasto, które leży w województwie dolnośląskim (a po stronie niemieckiej ma niejako swoją dalszą część, Görlitz). Joanna i jej mąż wiodą spokojne, uporządkowane życie małżonków z dorosłymi już dziećmi: jeden syn wyemigrował do Irlandii, drugi jest marynarzem i choć teoretycznie mieszka wraz z rodzicami, to w swoim domu bywa raczej gościem.

Jednakże w 2008 r. w życiu państwa Pielów zachodzi coś, co wywraca cały ich świat do góry nogami.

Jest początek sierpnia 2008 r. Dni są gorące. Joanna, wracając po pracy z domu, je obiad , szybko po nim sprząta i zaraz wsiada na rower, stara się bowiem jak najwięcej czasu spędzać w ruchu, na świeżym powietrzu.

Ten sierpniowy czas mija dość monotonnie i zupełnie zwyczajnie, ale pewnego dnia ma miejsce incydent, który Joannie od razu wyda się niepokojący.

Od lewej: Paweł i Piotr, synowie Joanny. Ostatki w przedszkolu, Zgorzelec, 1984 r.

Będąc w kuchni, kobieta otwiera szafkę z naczyniami – i jej wzrok pada na stojący na półce kubek. Naczynie to należy do jej starszego syna Piotra, którego nie ma w domu już od wielu dni. Kubek jest umyty, choć “od zawsze” panuje taki niepisany zwyczaj, że Joanna tylko wypłukuje go z fusów po kawie lub herbacie, a Piotr później myje go sobie sam. Nieważne przy tym, czy minęło parę godzin, czy parę tygodni – nikt poza Piotrem z kubka nie korzysta, on po prostu czeka sobie w szafce, aż jego właściciel umyje go przed kolejnym użyciem. Joanna patrzy wręcz z niedowierzaniem na czyściutki kubek. Kiedy go umyła?! Nawet tego nie pamięta; musiała to zrobić w ostatnich dniach – chwyciła go pewnie odruchowo i został umyty wraz z innymi naczyniami.

Piotr gra w szachy z tatą, Zgorzelec, ok. 1986 r.
Piotr w dniu Komunii Świętej, Zgorzelec, maj 1989 r.

Joannę ogarnia nieprzyjemne uczucie. Podobne zdarzenie nie miało jeszcze nigdy miejsca. Czy to coś znaczy? Piotr przebywa obecnie gdzieś na Morzu Karaibskim na statku. Ona, matka, niedawno się z nim kontaktowała i wszystko było w porządku. Nie będzie mu chyba znowu zawracać głowy – nie powie przecież “Martwię się, bo niechcący umyłam twój kubek”.

28-letni Piotr jest marynarzem. To zawód, który kocha i o którym marzył od dziecka. Do realizacji tego marzenia dążył konsekwentnie: studiuje na Akademii Morskiej w Szczecinie i od kilku lat pływa na statkach handlowych.

Życie Piotra-marynarza to z reguły kilkunastotygodniowe rejsy przeplatane paroma tygodniami pobytów w domu. Obecnie młodego mężczyzny nie ma od 28 lipca: tego właśnie dnia ojciec zawiózł go do Węglińca, żeby Piotr mógł złapać pociąg do Szczecina; stamtąd poleciał samolotem do Amsterdamu, a z Amsterdamu do Brazylii (gdzie dokładnie, Joanna nawet nie wie). Jego statek, jednostka handlowa BBC Ecuador, wypłynął do USA w planowym terminie, tj. 30 lipca.

Joanna uznaje w końcu, że to wyłącznie przesądy są źródłem jej niepokoju. Owo uczucie to zresztą stopniowo słabnie, a po kilku dniach matka Piotra zupełnie zapomina o incydencie z kubkiem.

Piotr u dziadków, w lasku w pobliżu ich domu. Bukowno k. Olkusza, 1996 r.

Telefon z samego rana

Mija kilka dni. Jest piątek, 15 sierpnia, Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, wolny od pracy dzień świąteczny.

CZYTAJ DALEJ W ONET PREMIUM:
Otworzyła szafkę i coś w niej zobaczyła. Wiedziała od razu, że to zły znak – Informacje (onet.pl)

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  1. Hej Gosia! Super widziec, że wróciłaś do opisywania historii- nie mogłem się doczekać 🙂 co do zniknięcia Piotra, wydaje mi się że pójście w misjonarstwo jest dość prawdopodobne, choć nie można wykluczyć udziału osób drugich. Pozdrawiam.

%d bloggers like this: